Rival de Loop, Clean & Care, tonik do demakijażu bez alkoholu. To mój pierwszy płyn do demakijażu, wcześniej makijaż zmywałam żelem do mycia buzi i u mnie to się sprawdzało, jednak kilka miesięcy temu poczułam potrzebę kupna czegoś, co wstępnie zmyje makijaż i rozglądając się po pułkach, czytając składy, najbardziej przypadł mi do gustu ten produkt. Różne są opinie na temat tej rossmannowskiej marki, ja w każdym razie bardzo ją lubię, przede wszystkim za dobry skład i niskie ceny, poza tym produktem, posiadam też peeling do twarzy, który jest moim ulubieńcem. Przechodząc do samego kosmetyku, to moim zdaniem dobrze zmywa makijaż, może nie za jednym pociągnięciem, ale ja jestem zadowolona. Niech ostrożnie podchodzą do niego osoby o cerze wrażliwej, ponieważ wydaje mi się, że mógłby je podrażnić, ja tego problemu nie mam, ale czasami czułam lekkie ciepło podczas używania, stąd ten wniosek. Jak już wspomniałam skład jest bardzo fajny, na drugim miejscu gliceryna, a poza tym pantenol, wyciągiem z ginkgo i ogórka. Ja jestem zadowolona, teraz będę używała płynu z Clinique o którym wam już wspominałam w Zdobyczach kosmetycznych, ale po jego zużyciu na pewno do niego wrócę. Cena za 200 ml to około 6 zł.
Isana, kremowy żel pod prysznic kwiat pomarańczy i jogurt. Piękny zapach, który czuć na skórze zaraz po umyciu plus kremowa konsystencja, czego chcieć więcej? Dla mnie bardzo dobry żel, mam ochotę na wypróbowanie kolejnych zapachów, tym bardziej, że cena jest atrakcyjna, bo za pojemność 300 ml płacimy 3,99 zł.
Drugą próbkę dostała moja druga połówka podczas zakupów dla mnie, a kupował tylko jedną rzecz i nie wiem jak on to zrobił, bo ja nigdy nie dostałam próbki w Rossmannie, nawet przy dużych zakupach, no ale nie ważne. Owa próbka to Efektima, Push Up-Cure, intensywne serum modelujące biust. Bardzo przypadła mi do gustu lekko tłusta konsystencja i ładny zapach. Serum bardzo dobrze nawilża i moim zdaniem nadaje się także do bardziej narażonych na przesuszenie miejsc na skórze. Lista składników jest bardzo długa i po pobieżnej analizie znajdują się w niej fajne i mało fajne składniki. Te niefajne to np. PEGi i DMDM Hydantoina, która jest pospolitym konserwantem, donorem aldehydu mrówkowego co oznacza, że w określonych warunkach formaldehyd może być uwalniany, jednak w Polsce w bardzo małych ilościach jest dozwolony, ale wyczytałam też, że nie należy stosować kosmetyków z tym składnikiem w okresie laktacji i ciąży, bo może zaburzać czynności gruczołów łojowych. Tyle minusów, pora na plusy, którymi niewątpliwie jest zawartość kolagenu i składnika o nazwie Kigelia Africana znanego szerzej jako drzewo kiełbasiane nazywane tak, ponieważ owocuje szarymi "kiełbaskami", które posiadają właściwości wzmacniające tętnice i żyły oraz przeciwnowotworowe. Powiem szczerze, że nie wiem jaki jest sens dodawać składnik o działaniu przeciwnowotworowym, albo kolagen odpowiedzialny za elastyczność skóry i DMDM Hydantoine, z której może być uwalniany formaldehyd, który jak wiemy jest rakotwórczy i przyspiesza starzenie. Pewnie jakbym bardziej zagłębiła się w skład, to znalazłabym jeszcze coś ciekawego. Powiem wam, że byłam skłonna go kupna pełnowymiarowego kosmetyku, ale po takiej dawce informacji chyba zrezygnuje z zakupu.
A wy miałyście styczność z tymi produktami? Też zwracacie uwagę na składy kosmetyków?